Connect with us

Rozmowy i opinie

Patologia w szkołach nauki jazdy. Instruktor ujawnia

Opublikowano

-

Cieszę się bardzo, że poruszacie na portalu temat szkoleń kandydatów na kierowców. Jestem instruktorem nauki jazdy od 12 lat i mogę stwierdzić, że najgorszymi czarnymi owcami są właściciele szkół jazdy, którzy nieuczciwie konkurują z innymi, bo zrobili po prostu ze swojego biznesu maszynkę do zarabiania pieniędzy. Jak to działa? Podam przykład ze swojego podwórka – pisze instruktor ośrodka szkolenia kierowców, czytelnik brd24.pl
Nauka jazdy Fot. Paul Inkles/CC BY 2.0

Nauka jazdy Fot. Paul Inkles/CC BY 2.0

Po naszych tekstach poruszających problem słabego systemu szkolenia i egzaminowania kierowców, otrzymujemy wiadomości od czytelników, którzy pokazują, jak ten system wygląda w praktyce. Poniżej publikujemy list od jednego z instruktorów nauki jazdy (imię i nazwisko zastrzegł do wiadomości redakcji). Wszystkich, którzy chcą podzielić się własnymi obserwacjami zawodowymi, zapraszamy do przysyłania opinii na adres: redakcja@brd24.pl

Szkoła X poświadcza nieprawdę, że osoba szkolona uczęszczała na wykłady, wyjeździła wszystkie wymagane godziny (należy 30h na kat. B prawa jazdy), a tak naprawdę osoba szkolona pojeździ TYLKO 15 lub 20 godzin i wylatuje do WORD na egzamin… Oczywiście w karcie pracy wykłady są wpisane, a kursant nigdy na nich nie był… Żeby chociaż przed rozpoczęciem kursu taki właściciel szkoły wysłał przyszłego kursanta na egzamin teoretyczny do WORD – byłoby legalnie, ale po co? Wypisze na lewo wykłady i zadowolony… Jeszcze wyjeździ mniej godzin niż trzeba i wyłącznie „trasą egzaminacyjną, bo tylko tędy jeżdżą!”.

Taki „biznesmen” bierze 100-200 zł mniej niż u mnie kurs pełnowartościowy i jest zadowolony. Też wielką głupotą popełnianą przez większość instruktorów jest nauka zadania nr 2 (ruszanie z miejsca oraz jazda pasem ruchu do przodu i tyłu) na tzw. obrót. To jest dopiero patologia do kwadratu. Nie umieją instruktorzy wyjaśnić co osoba powinna widzieć jadąc do tyłu w szybie, lusterkach i później się dziwimy, że ktoś nie umie cofać? Tutaj jest ogromny problem. Brak umiejętności wytłumaczenia obserwacji odległości między bokiem pojazdu i linią, obserwacji celu do którego zmierzamy. Później mamy takie kwiatki, że połowa osób nie wyjeżdża z placu manewrowego…

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ludzie chcą takich kursów? Szczególnie młodzi kursanci teraz chcą kurs prawa jazdy co jest organizowany szybko i tanio. Młodzież jest z pokolenia Z – „płatków śniegu” co powoduje, że szybko się zniechęcają. Taki właściciel szkoły jazdy X nie robi egzaminu wewnętrznego praktycznego, który jest obowiązkowy, on kończy im szkolenie i koloruje oczy młodym: „umiesz jeździć, idź do WORD i SPRÓBUJ!”. Po co ma im pokazywać, że nic nie umieją? Pójdzie do WORD i później oczywiście jest wina egzaminatora, że się czepia, to on jest ten zły! Ja pokazując im, że nie są jeszcze gotowi i powinni jeszcze trochę poświęcić na to czasu to jestem ten zły – naciągam ich na koszty etc. Naprawdę wszystkich nie idzie nauczyć w 30 godzin, bo każdy jest inny. Niestety tego nie rozumieją i praktyka pokazuje, że 40 godzin to powinna być nowa norma. Wtedy może się nauczą w końcu myśleć i robić pewne rzeczy na drodze samodzielnie oraz przewidywać.

Ja swoim klientom zawsze powtarzam, Ty nie możesz próbować tam, masz być pewny tego co robisz. Uczyć to się uczysz w ośrodku u mnie. Pokaż mi, że umiesz jeździć, nie musisz podchodzić po 10-15 razy do egzaminu praktycznego w WORD. Życie masz jedno i jak sam będziesz jechać nie możesz próbować wrócić do domu.

Niestety tak to wygląda u mnie na rejonie. Uczciwe szkoły oraz instruktorzy, którym zależy, aby dobrze nauczyć potrzebują wyeliminowania nieuczciwych przedsiębiorców. Czy nie opłaca się im taki biznes? Weźmie troszkę mniej i nie robi wykładów, wyjeździ mniej paliwa, zapłaci mniej instruktorom za godziny. Jak kursant nie zda, to godziny dokupi. No i jeszcze naściemnia w dokumentach, że kursant jeździł w niedzielę z instruktorem o 20 w niedzielę, a wykłady to od 8 do 20 były w weekend. Taka tutaj patologia jest.

Możemy uświadamiać swoich kursantów, tłumaczyć, podpierać się przepisami, ale większość wybiera ośrodek, gdzie może zrobić kurs tanio, szybko i gdzie instruktor nie zwróci uwagi kursantowi podczas jazdy i nieźle przypudruje jego błędy.

Ciśnijcie dalej temat szkoleń i egzaminowania, bo jest wiele do zrobienia. Zamiast tych 10 godzin, lepiej by było zrobić max 5 h i może wizyta u psychologa po którymś tam niezdanym egzaminie dalszym. Poza tym serio należałoby ciągnąć do odpowiedzialności instruktorów i szkoły, które mają takich kursantów, co zdać nie mogą po ileś to razy. Może wtedy jeden z drugim pomyślałby zanim kogoś by wysłał na egzamin.