Connect with us

Rozmowy i opinie

Potrzeba kolejnej nowelizacji: kierowca ma ustępować pieszemu „zamierzającemu przejść” na pasach

Opublikowano

-

W Polsce musimy ponownie znowelizować prawo. Obowiązek kierowcy przed przejściem dla pieszych powinien być jasny – ma przepuścić pieszego na pasach oraz „zamierzającego przejść”. Dlaczego piszę o tym teraz, gdy właśnie zmieniliśmy prawo? Już wyjaśniam
Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl

Zgadzam się z wieloma głosami, że prawne obowiązki kierowcy przed przejściem dla pieszych w Polsce powinny być jaśniejsze. Tak jasne, jak w większości krajów Europy Zachodniej. Czyli proste. Zapis ten w wielu krajach brzmi tak, że kierowca dojeżdżający do przejścia dla pieszych powinien ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na pasach i zamierzającemu przejść przez przejście dla pieszych. Przy czym – żeby nie było wątpliwości – zamiar przejścia musi być dla kierowcy czytelny.

Dlatego już teraz powinniśmy zacząć publiczną debatę o kolejnej nowelizacji Prawa o ruchu drogowym. Ona – prędzej czy później – w naszym kraju zostanie przeprowadzona (przez obecny czy kolejny rząd). Dobrze byłoby więc już teraz omówić zapisy i mieć je gotowe, a przede wszystkim – uzyskać polityczny konsensus oraz oswoić polityków i przekonać ich do tej zmiany.

Czytający mój postulat zapewne zakrzykną teraz: to dlaczego siedziałeś cicho, skoro właśnie znowelizowaliśmy dokładnie te zapisy dotyczące obowiązków kierowców przed przejściami dla pieszych i zapisaliśmy tam, że mają ustępować pieszym na pasach oraz na nie „wchodzącym”? Odpowiem – powodów było kilka.

Cztery powody, czyli dlaczego nie krytykowałem rządowego projektu

Po pierwsze, mając w pamięci sejmową próbę sprzed dekady zdawałem sobie sprawę z tego, jak wiele leży na szali przy nowelizacji. Skoro rząd wysilił się na lepszy zapis – ale nie doskonały – nie należało w tym przeszkadzać. Próba storpedowania zaproponowanego przez Ministerstwo Infrastruktury zapisu o pieszym „wchodzącym” mogła zakończyć się tym, co obserwowaliśmy przy wcześniejszym projekcie posłanki PO Beaty Bublewicz – zaprzepaszczeniem tego projektu w Sejmie. Istniała realna groźba, że wszystko znów skończy się niczym, a mówimy przecież o życiu i zdrowiu ludzi.

Po drugie, dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, że nawet ta niedoskonała zmiana prawa, nakazująca kierowcom przepuszczać pieszych już w fazie „wkraczania” na przejście, jest w Polsce i tak drogowym przewrotem kopernikańskim. Totalnie wywraca to ubitą w głowach od PRL zasadę, że na przejściu pieszy „jest gościem” i że kierowca musi tam uważać mniej niż pieszy. To już się – w sferze dysputy publicznej – udało. Proszę tylko zobaczyć, jak media i dziennikarze zareagowali na niezbyt mądry występ na YouTube dziennikarza Adama Kornackiego, który próbował dalej opowiadać o pieszych jako „świętych krowach” i biadolić, że kierowca teraz będzie przed przejściem musiał się rozglądać. Nie zostawiono na tym suchej nitki. Jest to wyraźne przełamanie mentalne i bez obecnej nowelizacji, która wejdzie w życie od czerwca, tego by nie było.

Po trzecie, tylko nowelizacja, nawet ta niedoskonała, mogła uruchomić proces zmian w infrastrukturze. Tak, polskie przejścia dla pieszych wymagają gruntownej przebudowy (wiele zniknie, wiele powinno otrzymać sygnalizację, wiele powinno otrzymać szykany zawężające przechodzenia do jednego pasa ruchu). Pokrętne postulowanie, że najpierw należy zmienić infrastrukturę a potem prawo – wyrażany przez niektórych dziennikarzy motoryzacyjnych, ale i pięć lat temu przez senatora PO Macieja Pocieja (mówił wtedy, że do zmiany prawa należy podejść za pięć lat, okazał się więc prorokiem, ale niedoskonałym, bo infrastruktura została zła jak była) – nie doprowadziło nas latami do żadnej zmiany. Dopiero teraz, gdy wiadomo, że od czerwca zmieni się prawo, Ministerstwo Infrastruktury uruchomiło plan dopłat dla samorządów, w którym duży nacisk kładzie na przebudowę przejść dla pieszych. Także sama GDDKiA na krajowych trasach ma już audyt tego, co trzeba zmienić i będzie to przebudowywać.
Proces infrastrukturalny jest najistotniejszy. On wywrze największą zmianą i pozwoli ocalić najwięcej pieszych. Właśnie został uruchomiony.

Po czwarte, było dla mnie jasnym, że nawet niedoskonała nowelizacja będzie postępem wiążącym się z poprawą bezpieczeństwa na przejściach dla pieszych. Biorąc pod uwagę dane i doświadczenia wielu innych krajów, stawiam dukaty przeciw orzechom, że po czerwcu tę zmianę będziemy odnotowywać. Niewiadomą pozostaje jedynie jej głębokość, co jest uzależnione od dobrej kampanii społecznej (ta dopiero ruszy), od sprawności nadzoru (jak egzekwować będzie to policja w praktyce od kierowców) oraz od wysokości kar (czy rząd będzie miał jaja i w końcu podwyższy mandaty – a okazję ma, bo taryfikator przez tę nowelizację musi akurat i tak zmieniać: trzeba dodać mandat za niezachowanie bezpiecznej odległości na drogach szybkiego ruchu).
Zmiana mentalna (już widoczna) połączona z późniejszymi danymi o mniejszej liczbie ludzi ginących na przejściach dla pieszych, otworzy w Polsce drogę do wielu innych zmian – w tym właśnie do ponownej nowelizacji i wpisaniu obowiązku ustępowania pieszemu „zamierzającemu przejść” przez przejście dla pieszych. Sukces – a on będzie – ośmieli polityków w tej sprawie. Już nie tyle będą się „bać oburzenia kierowców”, co będą czuli, że na takich zmianach można ugrać punkty u wyborców a nie je tracić. Więcej żywych ludzi na pasach, to naprawdę chwalebna rzecz i naprawdę wielu ludzi w Polsce to zrozumie, grupa krzykaczy – tych co to wciąż jeszcze piszą bzdury w stylu „cmentarze są pełne tych, co mieli pierwszeństwo” – zawsze była niewielka, a teraz kurczy się w geometrycznym postępie i to jeszcze przyspieszy.

Można zakładać, że w czerwcu 2022 r. będzie już doskonały moment na przeprowadzenie kolejnej zmiany Prawa o ruchu drogowym w sprawie pieszych. Dlatego już dziś powinniśmy o tym zacząć rozmawiać.

Łukasz Zboralski