Connect with us

Społeczeństwo

Afera z pytaniami na prawo jazdy. Posłowie chcą, by minister się wytłumaczył. Adamczyk wezwany do Sejmu

Opublikowano

-

Minister infrastruktury został wezwany do Sejmu. Ma posłom wyjaśnić aferę związaną z komisją układającą pytania egzaminacyjne na prawo jazdy
Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa w Sejmie. Fot. sejm.gov.pl

Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury w Sejmie. Fot. sejm.gov.pl

Zaplanowane na 8 lutego posiedzenie sejmowej Komisji Infrastruktury zyskało niespodziewanie nowy punkt. O godzinie 11.00 minister infrastruktury ma przedstawić posłom informację „na temat błędnych pytań egzaminacyjnych dodanych do bazy pytań teoretycznych państwowego egzaminu na prawo jazdy”.

Przypomnijmy – w ubiegłym tygodniu na egzamin na prawo jazdy Ministerstwo Infrastruktury przekazało co najmniej 9 błędnych pytań. Ci, którzy przez to nie zdali egzaminu, będą mogli go za darmo ponowić.

Po tej aferze pracę stracił dotychczasowy dyrektor Departamentu Transporty Drogowego Bogdan Oleksiak. Jednak – jak wynika z informacji brd24.pl – dwaj pozostali urzędnicy zamieszani w komisję ds. recenzowania pytań egzaminacyjnych stracili na razie jedynie posady w komisji, w której od lat dorabiali do pensji.

Minister w tej sprawie zawiadomił prokuraturę.

Na jakie pytania będzie musiał odpowiedzieć minister?

Minister Andrzej Adamczyk będzie musiał posłom wyjaśnić nie tylko to, jak doszło do tego, że pytania z prawidłowymi odpowiedziami przekazane przez firmę zewnętrzną, zostały zmienione na wadliwe i tak wgrane do systemu egzaminacyjnego.

Adamczyk powinien też odpowiedzieć na to, jak to było możliwe, że dzień przed tym, zanim nowe pytania pojawiły się na egzaminie, firma sprzedająca testy na prawo jazdy opublikowała te pytaniaje na stronie internetowej dla własnych klientów.

Trzeba by też wreszcie wyjaśnić, jak to było możliwe, że urzędnicy resortu infrastruktury sami pracowali przy pisaniu nowelizacji, która wymusiła powołanie komisji ds. recenzji pytań na prawo jazdy. I jak to było możliwe, że ci sami urzędnicy pisali potem rozporządzenie powołujące komisję i określające jej zarobki i następnie sami zasiedli w tej komisji i latami dorabiali do pensji (przez kilka lat komisja pochłonęła na wynagrodzenia ponad 730 tys. zł).

Łukasz Zboralski