Connect with us

Społeczeństwo

Kompromitacja prokuratury. Po 9 miesiącach nadal nie ustaliła, czy Korwin-Mikke ma prawo jazdy

Opublikowano

-

Już 9 miesięcy prokuratorzy „ustalają”, czy poseł Janusz Korwin-Mikke, który doprowadził do kolizji na drodze, w ogóle posiada uprawnienia do kierowania. I wciąż nie potrafią odpowiedzieć na to pytanie
Janusz Korwin-Mikke. Fot. Adrian Grycuk. CC BY-SA 3.0

Janusz Korwin-Mikke. Fot. Adrian Grycuk. CC BY-SA 3.0

Ustalenie tego, czy kierowca, który spowodował kolizję, posiada uprawnienia do kierowania, przerasta polską prokuraturę. Czy tylko dlatego, że tym kierowcą jest poseł Konfederacji? I czy naprawdę mamy do czynienia wyłącznie z indolencją organów ścigania?

Korwin-Mikke kierowca nie do zbadania?

22 grudnia ubiegłego roku poseł Janusz Korwin-Mikke kierując osobowym samochodem w Otwocku wjechał w ciężarówkę. To była lekka kolizja, ale radio RMF FM ujawniło, że polityk w 2007 r. stracił prawo jazdy za przekroczenie limitu punktów karnych. Urzędnicy Starostwa Powiatowego w Otwocku twierdzą, że od tego czasu polityk nie dostarczył dokumentów potwierdzających ponowne zdanie egzaminu na prawo jazdy.

Wszczęto więc śledztwo z art. 180a Kodeksu Karnego. Przestępstwo prowadzenia pojazdu pomimo cofnięcia uprawnień do kierowania zagrożone jest karą do 2 lat więzienia. Sąd musi też orzec zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na co najmniej rok (a maksymalnie 15 lat).

Sprawą zajęła się miejscowa Prokuratura Rejonowa z Otwocka. Ale otwoccy prokuratorzy po sześciu miesiącach nic nie ustalili. Jak ujawniliśmy w portalu brd24.pl, śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Ale i warszawscy prokuratorzy okazali się bezsilni wobec tak olbrzymiego problemu do zbadania. Mija piąty miesiąc ich pracy i… nie przyniosła ona efektów.

„Postępowanie jest w toku i dotychczas nie przedstawiono nikomu zarzutów” – poinformowała nas rzecznik prasowy Rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie.

Sam Korwin-Mikke w tej sprawie w mediach społecznościowych przedstawił fragment orzeczenia sądu na Twitterze (nie wiadomo, czy prawomocnego) i przekonywał, że nigdy uprawnień mu nie odebrano.

Łukasz Zboralski