Connect with us

Społeczeństwo

Nietrzeźwi rowerzyści dostają mandaty po 2,5 tys. zł. Pułapka w nowym taryfikatorze

Opublikowano

-

Policjanci wlepili już wielu pijanym rowerzystom wysokie mandaty po 2,5 tys. zł. Skąd wzięła się tak wysoka kwota dla prowadzących pojazdy niemechaniczne w nowym taryfikatorze, skoro nowelizacja podnosiła tylko do 1 tys. zł grzywnę dla jeżdżących rowerem po spożyciu alkoholu? To pułapka, którą kryje Kodeks wykroczeń
Pijany człowiek na bagażniku roweru. Fot. pxhere.com/Fernando the butcher/CC BY 2.0

Od 1 stycznia już wielu pijanych rowerzystów zostało przez policjantów ukaranych mandatami po 2,5 tys. zł. Fot. pxhere.com/Fernando the butcher/CC BY 2.0

Od 1 stycznia policja zarzuca media doniesieniami o wlepianiu wysokich mandatów. Głównie kierowcom, którzy zdecydowanie za szybko jeżdżą po drogach – wielu z nich dostało już grzywny po 2,5 tys. zł za przekraczanie prędkości o co najmniej 71 km/h.

Mamy też jednak wysyp policyjnych informacji o pijanych rowerzystach, którzy otrzymują… po 2,5 tys. zł grzywny. Jednym z pierwszych tak ukaranych był rowerzysta złapany w Witkowicach w Nowy Rok o godzinie 19. Wydmuchał 2,5 promila i dostał mandat w wysokości 2,5 tys. zł.

Tak samo wysokie mandaty dostało dwóch rowerzystów z powiatu włocławskiego: 50-latek złapany 2 stycznia w miejscowości Boniewo, który miał około promila alkoholu w organizmie i 63-latek złapany w miejscowości Łania też z zawartością około promila alkoholu w organizmie.

Również policja z Kołobrzegu ukarała tak surowo dwóch rowerzystów. To 31-latek jadący rowerem, który miał 1,4 promila alkoholu w organizmie oraz 38-latek na rowerze, który wydmuchał 0,7 promila w policyjny alkomat.

Skąd wzięło się minimum 2,5 tys. zł mandatu dla pijanego rowerzysty?

Tak wysokie mandaty dla pijanych rowerzystów to pewne zaskoczenie. Bowiem rząd nowelizując prawo i podwyższając niektóre kary, nie proponował wyższych grzywien dla nietrzeźwych rowerzystów. W ustawie przyjęto tylko minimalny mandat 1 tys. zł dla prowadzących pojazdy niemechaniczne i będących po użyciu alkoholu – czyli mających w organizmie więcej niż 0,2 promila ale mniej niż 0,5.

2,5 tys, zł kary rząd w nowelizacji ustawie przewidział dla kierowców pojazdów mechanicznych, którzy jeżdżą po użyciu alkoholu – czyli popełniają wykroczenie ale nie przestępstwo. Dlaczego więc taką karę zaczęli też dostawać nietrzeźwi rowerzyści?

Bo ktoś w rządzie przeoczył (albo dobrze o tym wiedział i postąpił z premedytacją) – że polski Kodeks wykroczeń od dawna zawiera nielogiczny zapis. Jego art. 87 zakłada od dawna taką samą karę grzywny dla prowadzących samochód po użyciu alkoholu (0,2 – 0,5 promila) jak i dla prowadzących pojazdy niemechaniczne w stanie nietrzeźwości (powyżej 0,5 promila). Wcześniej było to minimum 50 zł mandatu. Gdy jednak rząd ustawowo podniósł tę granicę dla kierowców samochodów po spożyciu do 2,5 tys. zł, MSWiA – zachowując logikę art. 87 Kodeksu wykroczeń – w nowym taryfikatorze dodało też taki minimalny mandat dla nietrzeźwych rowerzystów.

Bez kolejnej nowelizacji będzie kłopot

Nie usprawiedliwiając pijanych cyklistów, trudno jednak nie zauważyć ogromnej różnicy w powodowaniu zagrożenia na drodze jaką stanowi nawet pijany rowerzysta w porównaniu do trzeźwego kierowcy samochodu pędzącego przez miasto 160 km/h. Dlatego porównywalna minimalna kwota mandatu – 2,5 tys. zł – w tych sprawach wygląda na mocno nieproporcjonalną.

Tak skonstruowaną karą dla pijanych rowerzystów rząd sam stawia pod sobą minę – akurat z tych ludzi zdecydowanie wielu zaniży statystyki ściągalności mandatów drogowych (a ten argument przeciw słusznej racjonalizacji kar drogowych podnosili przeciwnicy tej zmiany). W dodatku taka nieproporcjonalność kar mocno może wpłynąć na nastrój elektoratu PiS.

Rozwiązanie jest tylko jedno – i powinno zostać przeprowadzone błyskawicznie: nowelizacja art. 87 Kodeksu wykroczeń. A dokładniej zmiana treści paragrafu 1a tego artykułu tak, by nie zakładał dla nietrzeźwych rowerzystów takiej samej grzywny jak ta dla kierowców pojazdów mechanicznych prowadzących po użyciu alkoholu.

Łukasz Zboralski