Connect with us

Społeczeństwo

Obrońca Sebastiana M. skarży się na „nagonkę” na kierowcę BMW. Uważa, że wcale nie uciekał za granicę

Opublikowano

-

Obrońca Sebastiana M. podejrzewanego o spowodowanie tragicznego wypadku na autostradzie A1 uważa, że w Polsce trwa nagonka na jego klienta. Zauważa, że ludzie chcieliby dla niego kary śmierci
Wrak BMW, którego kierowca zdaniem prokuratury spowodował wypadek na A1. W wypadku zginęła rodzina z małym z dzieckiem, która podróżowała samochodem Kia. Fot. Policja

Wrak BMW, którego kierowca zdaniem prokuratury spowodował wypadek na A1. W wypadku zginęła rodzina z małym z dzieckiem, która podróżowała samochodem Kia. Fot. Policja

Obrońca Sebastiana M., schwytanego wczoraj w Dubaju, przekonuje media, że kierowca BMW nie uciekł po wypadku na autostradzie A1. Mec. Bartosz Tiutiunik stwierdził w rozmowie z TVN24.pl, że „wytworzono pewną sytuację, z której miało jakoby wynikać, że on chciał się ukryć, uciec, w ogóle uniknąć jakiegokolwiek kontaktu z konsekwencjami tej sprawy, co według jego perspektywy było nieprawdą”.

To ciekawe stwierdzenie w zderzeniu z kulisami zatrzymania Sebastiana M. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jak ujawnił „Rzeczpospolitej” jeden z wysokich oficerów Komendy Głównej Policji, Sebastian M. w Dubaju próbował pozostać niezauważonym. – Zaszył się w pokoju hotelowym, unikał opuszczania pomieszczenia i hotelu. Kiedy wychodził, to w kapturze na głowie – relacjonował policjant.

Mecenas Tiutiunik skarżył się też na atmosferę, w jakiej będzie sądzony jego klient. Sebastian M. ma się obawiać, że nie wyjdzie z aresztu do końca procesu.

– Z perspektywy mojego klienta – on się obawia, że jeżeli on wyrazi zgodę na powrót – to wie, że trafi do aresztu, gdzie nie wiadomo, ile w tym areszcie będzie przebywać wobec nagonki, która na niego jest – ja to rozumiem – ale również wobec zaangażowania publicznego pana ministra – powiedział TVN24.pl mec. Tiutiunik. – On po prostu się obawia, że z tego aresztu nie wyjdzie na czas procesu, bo ja nie mówię o wyroku. Jeżeli będzie wyrok, który stwierdzi jego winę, wymierzy mu określoną karę i ten wyrok będzie prawomocny, to będziemy w zupełnie innej rzeczywistości prawnej, a tu jesteśmy w sytuacji, kiedy jest chęć postawienia mu zarzutów nie w sprawie o zbrodnię zabójstwa, morderstwa potrójnego – tylko w sprawie tragicznej – zgadza się – ale o spowodowanie wypadku drogowego, gdzie jest zagrożenie karą do 8 lat pozbawienia wolności.

Adwokat twierdzi, że wzburzenie publiczne sprawą wypadku może wywierać presję na organa sądownicze, by np. nie umożliwić Sebastianowi M. wyjścia za poręczeniem majątkowym. – Ta nagonka publiczna, która jego zdaniem może mieć znaczenie, która się w Polsce pojawiła wokół tej sprawy, jest taka, że opinia publiczna oczekuje tak naprawdę kary śmierci wobec niego, gdyby była tylko możliwa. A sytuacja gdyby ktoś miałby go wypuścić, skończyłaby się jedną wielką publiczną awanturą, i on się zwyczajnie obawia, że organy polskie będą działać pod tą presją – powiedział mec. Tiutiunik.

Pędził co najmniej 253 km/h, spłonęła rodzina z małym dzieckiem

Prokuratura ma gotowe zarzuty, które chce przedstawić Sebastianowi M.. Zdaniem śledczych to on spowodował wypadek, do którego doszło w sobotę wieczorem (16 września) na autostradzie A1 niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego. Około godziny 20 podróżowała tam osobową Kią rodzina – mama, tata i 5-letni synek. M. kierował BMW, które pędziło co najmniej 253 km/h (odczyt z wraku BMW) i uderzyło w samochód rodziny. Kia stanęła w płomieniach. Świadkowie opowiadali o krzykach, ale nikt nie był już w stanie uratować płonących. Spalili się we wraku.

Pełnomocnik rodziny uważa, że prokuratura powinna zmienić kwalifikację czynu. Jego zdaniem M. nie powinien odpowiadać za spowodowanie zwykłego wypadku, za co grozi do 8 lat więzienia, ale za zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Postawienia takich zarzutów nie wyklucza Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.

luz