Connect with us

Społeczeństwo

Program o śmierci 10-latka na drodze. Dobromir Sośnierz: ktoś tam kogoś przejechał, to się zdarza

Opublikowano

-

Po tragicznym wypadku, w którym kierowca z zakazem jazdy zabił na drodze 10-latka, Polsat zorganizował debatę polityków. Były poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz mówił w niej m.in. „ktoś tam kogoś przejechał, to się zdarza”
Dobromir Sośnierz, poseł Konfederacji Źródło: Sejm

Dobromir Sośnierz, poseł Konfederacji Źródło: Sejm

Były poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz był jednym z uczestników programu „Debata polityczna” w Polsacie. Tematem dyskusji była sprawa głośnego wypadku w Wawrowie, w którym w ubiegły weekend rozpędzony kierowca BMW zabił małego chłopca pakującego się z rodziną do autokaru na wyjazd do Zakopanego. Kierowca miał wcześniej sądowy zakaz prowadzenia pojazdów.

Gdy w studiu debatowano, jak można jeszcze ograniczyć wypadki drogowe w Polsce, Sośnierz lekceważył ginących na drogach. – Kary, które w imię tego, że ktoś tam kogoś przejechał, to się niestety zdarza, są nakładane na wszystkich kierowców, są po prostu źródłem politycznych szarlatanów, którzy z tego żyją. Państwo zrobiło sobie z kierowców źródło dochodu. To jest podatek od pecha, który kierowca od czasu do czasu musi zapłacić za łamanie jakiś bzdurnych przepisów.

Sośnierz zaprzeczał też danym, które pokazały, że po podwyższeniu po 30 latach kar za wykroczenia drogowe, liczba wypadków śmiertelnych spadła w Polsce o tysiąc rocznie. – To jest populizm penalny. Próbujecie zdzierać z ludzi pieniądze. Jak hieny cmentarne chcecie zrobić interes dla państwa, dla policji – mówił.

Na takich kuriozalnych stwierdzeniach nie poprzestał. Przekonywał na przykład, że wszędzie kierowcy łamią prawo i w Polsce w ogóle nie jest inaczej niż… w Norwegii (w której liczba osób ginących na 100 tys. mieszkańców jest najniższa w Europie). Argumentem posła były jego własne obserwacje podczas zagranicznych wyjazdów. – Jeździłem akurat dość dużo za granicą. I w Norwegii, gdzie kary są akurat duże, ludzie jeżdżą jak wariaci po tych krętych drogach w górach – stwierdził. – To jest wychowanie Polaków w pedagogice wstydu, że jesteśmy najgorszymi kierowcami i trzeba nas chłostać mandatami.

Były poseł wygłaszał też takie opinie, że im niższe dopuszczalne limity alkoholu u kierowców, tym więcej ludzi jeździ po pijanemu. – Kary powinny być dla tych, którzy spowodują wypadek, a nie dla tych, którzy jadą za szybko. Bo znaki są stawiane w sposób idiotyczny i każdy, kto ma prawo jazdy to wie.

Osobliwą opinię w programie wygłosił też wiceminister infrastruktury Paweł Gancarz (PSL), który odpowiada w resorcie właśnie za sprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego. W pewnym sensie dał do zrozumienia, że ludzie na drogach karani są niesłusznie. – Ja znam przypadek młodego człowieka, bardzo aktywnego, który studiował i pracował dodatkowo – rozpoczął anegdotę Gancarz. – Za swoje ciężko zarobione pieniądze kupił samochodzik i niechcący spowodował stłuczkę. Od razu otrzymał 10 punktów karnych i 2 tys. zł mandatu, co było równowartością jego miesięcznego wynagrodzenia. I to była kara za jego aktywność, bo gdyby siedział w domu, to nie został by ukarano. Tak zostały zaostrzone przepisy, że krzywdzą aktywnych – podsumował.

Łukasz Zboralski