Connect with us

Społeczeństwo

Śliskie sprawy na Podkarpaciu. Zła nawierzchnia na zakręcie, a śledczy winią tylko kierowców

Po śmiertelnym wypadku w 2014 r. w Wyżnem na Podkarpaciu zarządca drogi zmniejszył dozwoloną prędkość na zakręcie, uszorstkowił drogę, a w końcu także wymienił nawierzchnię. Opinia ekspertów Politechniki Rzeszowskiej na temat stanu drogi była miażdżąca. – Tymczasem sąd sprawę umorzył obarczając winą moją żonę – mówi nam Marcin Stodolak, którego żona zginęła w tym wypadku. Gdy na tej samej drodze wydarzył się kolejny wypadek, ten sam biegły i prokurator wydali bliźniaczo podobną opinię: znów obwiniają tylko kierowcę

Opublikowano

-

Po śmiertelnym wypadku w 2014 r. w Wyżnem na Podkarpaciu zarządca drogi zmniejszył dozwoloną prędkość na zakręcie, uszorstkowił drogę, a w końcu także wymienił nawierzchnię. Opinia ekspertów Politechniki Rzeszowskiej na temat stanu drogi była miażdżąca. – Tymczasem sąd  sprawę umorzył obarczając winą moją żonę – mówi nam Marcin Stodolak, którego żona zginęła w tym wypadku. Gdy na tej samej drodze wydarzył się kolejny wypadek, ten sam biegły i prokurator wydali bliźniaczo podobną opinię: znów obwiniają tylko kierowcę

Wypadek, w którym wziął udział Henryk Koszałka wydarzył się na zakręcie w miejscowości Wyżne. Fot. arch. opinii biegłych

Wypadek, w którym wziął udział Henryk Koszałka na feralnym zakręcie w miejscowości Wyżne. Fot. arch. opinii biegłych

Mieszkańcy miejscowość Wyżne w województwie podkarpackim nie mieli wątpliwości, że zakręt na drodze krajowej nr 9 (obecnie nr 19) jest niebezpieczny. Alarmowali, że stale zdarzają się tam wypadki i giną ludzi. W okolicy plotkowano nawet, że nad Wyżnem krąży klątwa, ale mieszkańcy zwracali uwagę, że przyczyna jest prozaiczna: źle wyprofilowana droga. Sołtys słał pisma do GDDKiA oraz Inspekcji Transportu Drogowego – bez skutku. Tymczasem mieszkaniec sąsiadującej z zakrętem posesji po kolejnym tragicznym wypadku opowiadał mediom, że ma nawet przygotowany zestaw do ratowania ludzi w razie zderzenia – łom do otwierania drzwi, trójkąt ostrzegawczy, klucze i kombinerki do odłączania akumulatorów oraz ławeczkę i krzesło dla rannych.

W lutym na brd24.pl opisaliśmy historię Henryka Koszałki, który 1 lipca 2014 r. jadąc z Polańczyka do Rzeszowa na feralnym zakręcie zderzył się z nadjeżdżającym z przeciwka samochodem. Przed nim drugim autem jechał jego syn. – Kiedy wjechaliśmy do Wyżnego, w słynne zakręty, usłyszałem hałas i w lusterku zobaczyłem, jak ojca ford zostaje obrócony, zjeżdża na przeciwny pas i zderza się z oplem. Zahamowałem i cofnąłem. Wybiegłem z samochodu i poślizgnąłem się. Tak śliska była tam jezdnia – opowiadał nam  Krzysztof Koszałka, syn pana Henryka.

Ten sam prokurator i biegły. Opinia jak z szablonu

Henryk Koszałka mandatu nie przyjął, bo uważa że nie popełnił błędu. Winy upatruje w źle przygotowanej drodze, która jak mówi była tak śliska, że nie było na niej nawet żadnych śladów hamowania. Sądowa batalia trwa od czterech lat i poszła w standardową w podobnych wypadkach stronę: prokurator twierdzi, że winny jest kierowca, bo jechał z nadmierną prędkością. Biegły wskazany przez Policję w opinii z listopada 2014 r. ocenił, że pan Henryk jechał ok. 67 km/h. Uznał, że to właśnie „nadmierna prędkość była czynnikiem inicjującym utratę przyczepności”. I choć na tym odcinku obowiązywało ograniczenie do 50 km/h, to jeszcze dwa tygodnie wcześniej kierowcy mogli jechać tą drogą 70 km/h. Znak zmieniono po tym jak na zakręcie zdarzył się wypadek, w którym zginęły dwie pielęgniarki jadące na dyżur do szpitala w Rzeszowie. Ich samochód wpadł w poślizg, zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z nadjeżdżający z przeciwka terenowym mercedesem.

Dotarliśmy do męża jednej z ofiar. – To było miesiąc przed wypadkiem pana Henryka, ostatniego dnia maja około godziny 17:50 – mówi Marcin Stodolak, którego żona zginęła w tym wypadku. Siedziała tego dnia za kierownicą. Prokurator uznał, że do zderzenia doszło z jej winy. – Sprawę prowadził ten sam prokurator co w przypadku sprawy pana Henryka. Opinię wydał ten sam biegły i była ona bliźniaczo podobna, tak jakby biegły korzystał z jakiegoś szablonu. Jedyna różnica to taka, że w przypadku pana Henryka biegły uznał, że jechał on z prędkością 67 km/h. W przypadku mojej żony ocenił prędkość na 68 km/h – mówi nam Marcin Stodolak.

Tyle, że wówczas na drodze obowiązywało ograniczenie do 70 km/h, więc jechał z prawidłowa prędkością. – Kiedy prokurator podjął śledztwo zwracałem uwagę, że konieczne jest badanie drogi, pobranie próbek. Prokurator nie był tym zainteresowany i mój wniosek o wykonanie tych czynności odrzucił twierdząc, że to nie ma wpływu na wyjaśnienie przyczyn wypadku. Po czym po otrzymaniu opinii od biegłego sprawę umorzył obarczając winą moją żonę. Biegły w swojej opinii napisał, że „analiza materiału dowodowego daje podstawy do wnioskowania, że utratę stateczności kierunkowej samochodu prowadzącą do bocznego poślizgu a w efekcie do zderzenia, zainicjował błąd kierującej”. Lecz pomimo nagrania całego przebiegu wypadku przez wideo rejestrator, który był zamontowany w terenowym mercedesie biegły nie potrafi wykazać jaki by to miał być błąd – pytam więc skąd takie stwierdzenie? Na powyższą decyzje prokuratora złożyłem zażalenie, które rozpatrywał Sąd Rejonowy w Strzyżowie, gdzie był przesłuchiwany biegły. Sam stwierdził, że to nie pierwsza jego opinia, którą wykonuje odnośnie do wypadków na tym zakręcie i że wszystkie te wypadki mają bardzo podobny przebieg i nie wyklucza, że to droga może być wadliwa – opowiada pan Marcin

- Policjant w opisie drogi po wypadku napisał, że była ona ,ale już nikt nie zainteresował się faktem dlaczego droga była śliska 31 maja - mówi Marcin Stodolak, którego żona zginęła w wypadku na zakręcie w Wyżnem. Fot. Marcin Stodolak

Policjant w opisie drogi po wypadku napisał, że była ona śliska, ale już nikt nie zainteresował się faktem, dlaczego droga była śliska 31 maja – mówi Marcin Stodolak, którego żona zginęła w wypadku na zakręcie w Wyżnem. Fot. Marcin Stodolak

Opinia miażdży jakoś drogi, a biegły dalej oskarża kierującą

W efekcie sąd nakazał prokuratorowi wykonanie szczegółowych badań drogi, których dokonali eksperci z  Politechniki Rzeszowskiej. Wykazali w swojej opinii szereg nieprawidłowości. Uznali, że ze względu na krętość drogi na feralnym zakręcie nie powinno się jechać z prędkością 70 km/h jak wskazywał znak.– W opinii eksperci z  Politechniki Rzeszowskiej uznali także, że stan nawierzchni był niedostateczny, ukształtowanie łuku powoduje jego słabą rozpoznawalność i utrudnienia dla kierowców, wartości dopuszczalne/zalecane przyrostu przyspieszenia dośrodkowego i przyspieszenia bocznego wynikające z prędkości i geometrii trasy są przekroczone jak również pochylenia podłużne analizowanej części drogi są mniejsze niż wymagane, co może powodować utrudnienia odwodnienia podczas deszczu. Czyli wszystkie czynniki odpowiadające za bezpieczne pokonanie zakrętu przez kierowcę na tym feralnym zakręcie nie spełniały wymogów – opowiada Marcin Stodolak.

Na opinie ekspertów Politechniki Rzeszowskiej odpowiedział ten sam biegły, który wcześniej uznał za winną żonę pana Marcina. W opinii uzupełniającej wykonał kilka symulacji i podtrzymał swoją opinię, ale – jak zwraca uwagę pan Marcin w każdej z nich przyjmował tylko jeden współczynnik szorstkości dla całego odcinka drogi, podczas gdy tam zmieniały się wartości od dobrych do niedostatecznych. Samochód pokonując zakręt i wjeżdżając z nawierzchni o dobrej przyczepności na nawierzchnie o niedostatecznej przyczepności może samoistnie stracić przyczepność podczas deszczu bez wykonywania jakichkolwiek manewrów przez kierowcę. – W jakim celu biegły wykonywał tyle symulacji kiedy można było wykonać jedną i w niej uwzględnić wszystkie wartości, które miał podane w opinii wykonanej przez Politechnikę Rzeszowską? – pyta pan Marcin.

Skoro winna była tylko kierująca, dlaczego GDDKiA zmieniło nawierzchnię?

Dziwić może, że choć winą wypadku na feralnym w zakręcie w Wyżnem obarcza się kierowców, to niedługo po wypadku, w którym zginęła żona pana Stodolaka, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zmienił dozwoloną prędkość na tym odcinku z 70 do 50 km/h, zdecydowała też o uszorstkowieniu i odtłuszczeniu drogi, a ostatecznie nawet wymieniła nawierzchnię.

– Czy te remonty nie są czasem przyznaniem się do tego, że to droga przyczyniała się do wypadków na tym zakręcie? Po co to wszystko było robione – pyta Marcin Stodolak. I zwraca uwagę na fakt, że badania drogi przeprowadzone przez ekspertów z Politechniki Rzeszowskiej były wykonywane już po tym, jak GDDKiA w Rzeszowie wykonała zabieg uszorstkowienia drogi w celu podniesienia parametru przyczepności, co przyznawali sami drogowcy. – Skoro po wykonaniu tego zabiegu współczynniki przyczepności były niedostateczne to jakie musiały być w dniu wypadku? Po mimo tych informacji pan prokurator ponownie umorzył sprawę obarczając winą moją żonę – mówi Stodolak.

Po wypadku na zakręcie w Wyżnem zarządca drogi postanowił najpierw ją uszorstkowić. Później nawierzchnia została wymieniona. Fot. Marcin Stodolak

Po wypadku na zakręcie w Wyżnem zarządca drogi postanowił najpierw ją uszorstkowić. Później nawierzchnia została wymieniona. Fot. Marcin Stodolak

Marcin Stodolak złożył skargę na prokuratora i biegłego. Wszczęto śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez prokuratora oraz przedłożenia do postępowania fałszywej opinii przez biegłego oraz niedopełnienia obowiązków przez pracowników GDDKiA w Rzeszowie w związku z utrzymaniem w niewłaściwym stanie odcinka drogi krajowej nr 9 w miejscowości Wyżne, na którym doszło do wypadku komunikacyjnego w wyniku którego śmierć poniosły dwie osoby. Śledztwo prowadziła Komenda Powiatowa Policji w Dębicy na zlecenie Prokuratury Rejonowej w Dębicy.

– Niestety, śledztwo umorzono „wobec braku w czynie znamion czynu zabronionego”. Przecież to jakaś kpina! To próba pokazanie zwykłemu obywatelowi, że nie ma nic do powiedzenia, ma siedzieć cicho i tylko ze wszystkim się zgadzać. Od kierowców się wymaga, ale od osób odpowiedzialnych za utrzymanie w odpowiednim stanie dróg nam już wymagać niczego nie wolno. Złożyłem zażalenie na powyższą decyzję, którą miał rozpatrywać Sąd Rejonowy w Dębicy lecz sędziowie złożyli pisemne oświadczenia, w których wnieśli o wyłączenie ich od rozpoznania sprawy, gdyż pan biegły jest biegłym sądowym i wielokrotnie wydawał opinie na zlecenie sędziów tego sądu. Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Rzeszowie i nic się z nią nie dzieje. Wiem, że dla wymiaru sprawiedliwości najłatwiej zakończyć sprawę obarczając winą osoby, których już niema wśród nas. To była moja żona i nie pozwolę, żeby ktoś ją oczerniał kiedy zebrane dowody i fakty mówią zupełnie coś innego. Nie chodzi mi o odszkodowanie. Ja po prostu chcę żeby każdy należycie wykonywał swoją pracę – zarówno zarządca drogi jak i biegły czy prokurator. Czy pan prokurator czy biegły chciałby żebym ja pracując w szpitalu tak zaniedbywał moją prace gdyby np. trafiły do mnie ich żony i matki ich dzieci? – pyta Marcin Stodola.

Podkreśla, że dla niego sprawa wypadku żony, to walka o prawdę. Stara się zainteresować problemem kolejne instytucje. – Napisał już w tej sprawie do  Rzecznika Praw Obywatelskich, który umył od tego ręce. Napisałem do ministra sprawiedliwości, który odesłał mnie do prokuratury krajowej, a ta do regionalnej. Uznała ona, że wszystko jest w należytym porządku. Nikogo to nie obchodzi – mówi Marcin Stodolak i dodaje, że prokurator pisał nawet, że po postawieniu fotoradaru liczba wypadków się zmniejszyła, więc winni są kierowcy jadący z nadmierną prędkością. – A może zakręt już wyeliminował wszystkich kierowców którzy nie umieli pokonywać tego zakrętu? Statystyki wcale nie pokazywały tego co twierdził prokurator. Wynikało z nich tylko tyle, że tuż przed radarem kierowcy zwalniają. Zarzucili mi, że nie złożyłem w sprawie aktu subsydiarnego w którym miał bym wskazać osoby odpowiedzialne za zły stan drogi który doprowadził do wypadku mojej żony. Ale czy przy takich dowodach to moim obowiązkiem jest szukanie i wskazanie winnych?

Agnieszka Niewińska
Łukasz Zboralski