Connect with us

Społeczeństwo

Znany publicysta wrzucił filmik z własnej kolizji. Czy sam siebie nie obciąża?

Opublikowano

-

Publicysta Rafał Otoka Frąckiewicz wrzucił do sieci nagranie kolizji. To inny kierowca wyjechał mu, gdy on wyprzedzał. Jednak i jego zachowanie na drodze trudno uznać za zgodne z przepisami

Rafał Otoka Frąckiewicz postanowił pochwalić się na Twitterze nagraniem z kolizji. Pokazał fragment filmu, na którym wyprzedzał na lokalnej drodze i kierowca przed nim też zaczął wyprzedzać. Publicysta dał do zrozumienia, że pojazdy się zderzyły. „Zdaje się, że urwałem komuś lusterko. #smuteczek” – napisał.

 

Nie ma wątpliwości, że kierowca, który zaczął wyprzedzać przed Otoką Frąckiewiczem, popełnił błąd – nie upewnił się, że może ten manewr wykonać, a był sam wyprzedzany przez inny pojazd. Jednak film pokazuje, że zawinić mógł nie tylko ten kierowca.

Prędkość i możliwość uniknięcia kolizji

Po pierwsze rejestrator w samochodzie publicysty pokazuje, że jechał z prędkościami od ponad 100 km/h w momencie rozpoczęcia wyprzedzania do nawet 140 km/h pod koniec tego manewru (wyprzedził po drodze jeszcze jeden pojazd). Tymczasem, jak wskazali internauci nagranie zostało wykonane na drodze droga wojewódzkiej 631 między Markami a Nieporętem. Kierowcy maksymalnie mogą tam więc jechać 90 km/h. „200m dalej jest czarny punkt” – wskazał jeden z użytkowników Twittera.

Otoka Frąckiewicz po wytknięciu tego natychmiast na Twitterze zaczął tłumaczyć, że rejestratory samochodowe przekłamują prędkość. Sugerował więc, że nie poruszał się szybciej niż tam można. Czy rzeczywiście? Na nagraniu widać, że jego samochód mija słupki pikietażowe w ok. 3 sekundy. Prędkość pojazdu w takiej chwili mogła więc wynosić ok. 120 km/h.

Opracowania na ten temat (np. „Rekonstrukcja zdarzeń drogowych z wykorzystaniem monitoringu obiektów i dróg”, dr inż. Robert Janczur; asp. szt. Joanna Zawałeń, „Kwartalnik Policyjny” 4/2019) wskazują, że szacowanie podobnej prędkości na podstawie nagrania trwającego niecałe 2 sekundy może prowadzić do rozbieżności ok. 2 km/h.

Nagranie Otoki Frąckiewicza trwa 23 sekundy. Jeden z użytkowników Twittera policzył więc całą średnią prędkość publicysty na tym odcinku „Po lewej i prawej stronie drogi są takie biało czerwone słupki. Mógł Pan przy tej prędkości ich nie zauważyć. Mija ich Pan 8, każdy jest zawsze rozstawiony dokładnie co 100 metrów. 800 metrów w 23 sekundy to średnia prędkość 125,22 km/h” – napisał AbsurdDB.

Przyjmując nawet bardzo zgrubnie, że prędkość była mniejsza nawet o pięciokrotnie większy błąd niż naukowo się przyjmuje, czyli 10 km/h, to prędkość na nagraniu i tak mogła  znacznie odbiegać od dozwolonej w tym miejscu.

Kolejną sprawą, która powinna być też przestrogą dla innych kierowców, jest zachowanie kierowcy tuż przed kolizją. Otoka Frąckiewicz widzi, że inny kierowca zajeżdżą mu drogę. Nie naciska jednak hamulca, trąbi i jedzie dalej. To zachowanie niezgodne z prawem. Art. 3 ust. 1 Prawa o ruchu drogowym zobowiązuje uczestnika ruchu drogowego co najmniej do ostrożności rozumianej, jako unikanie działań lub zaniechań mogących spowodować m.in. zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego. W takich przypadkach, gdy do uniknięcia kolizji wystarczy obserwowanie drogi lub niewielkie zmniejszenie prędkości, sądy uznają przyczynienie się do powstania szkody nawet na poziomach 80 proc. [przykład wyroku]

Łukasz Zboralski