Connect with us

Społeczeństwo

„Znieczulica!”. Świadek wypadku w Warszawie rozgoryczony postawą kierowców

Opublikowano

-

Świadek wypadku na warszawskim Ursynowie nie wytrzymał i w Internecie opisał, jak wielu kierowców nie wysiadło nawet z samochodów, gdy widziało rannego na jezdni. „Społeczna ZNIECZULICA zabija” – napisał gorzko
Symulacja karambol na węźle Opacz. Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl

Zdjęcie ilustracyjne. Symulacja karambol na węźle Opacz. Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl

Marcin Borzymowski, na co dzień pracujący w STAP Institute, na portalu Linked.in opisał, co widział podczas fatalnego wypadku, do którego doszło w ubiegły czwartek na warszawskim Ursynowie.

Doszło tam do zderzenia kierowcy samochodu osobowego i kuriera firmy Glovo, który poruszał się skuterem. Młody człowiek ze skutera został ranny.

Pan Marcin widząc wypadek zatrzymał samochód, włączył światła awaryjne, dzwonił na 112 i dał znak innym kierowcom, że coś się stało.

„Podbiegam do poszkodowanego. Oprócz mnie jest troje studentów z Ukrainy (brawo za właściwą reakcję 👍). Poszkodowany żyje. Ufff. Młody chłopak, obcokrajowiec który najprawdopodobniej wyjechał za chlebem. Krwawi z ust. Nogi raczej złamane. Kask pęknięty leży jakieś 5m dalej. Na plecach ogromna torba, która w tym przypadku pewnie uratowała Jego kręgosłup. Przytomny, lecz nie mówiący po polsku. Szybki instruktaż w języku angielskim i ułożenie w pozycji bezpiecznej” – relacjonuje. Dodaje, że chwilę później na miejscu była już straż pożarna i policja.

Stali na czerwonym świetle, nikt nie zareagował

Pan Marcin ze smutkiem odnotował jednak, że nikt inny z kierowców, którzy wiedzieli wypadek, nie zareagował. Nawet nie wysiedli z samochodów. Ba, część z nich, gdy zapaliło się czerwone światło, przejeżdżało po rozsypanych elementach zniszczonego skutera i samochodu.

„W momencie kolizji w samochodach stojących na czerwonym świetle znajdowało się co najmniej kilkanaście osób. Żadna nie zareagowała. Nikt nie wysiadł. Co gorsza, widząc że poszkodowany leży na trawniku, odjeżdżali z miejsca wypadku miażdżąc rozbite elementy karoserii samochodu i rozbitego skutera. Nagle zatrzymał się kolejny samochód, z którego wysiadł pan o kuli. Zaczął nerwowo reagować. Krzycząc na kierowców wymachiwał bezsilnie swoją >>trzecią nogą<<, pytając >>co Wy robicie?<<.” – relacjonuje pan Marcin. I dodaje z wyrzutem: „No właśnie. Co Wy robicie??? 🥺🥺🥺.Mam świadomość, że wypadki drogowe paraliżują. Ale nie zdawałem sobie sprawy ze skali zjawiska. Reagują piesi, inwalidzi, a ci co wygodnie wiozą tyłki w swoich cholernie drogich furach mają to gdzieś. Wiem. Nie wolno generalizować. Trzeba uświadamiać. Szkolić. Nie tylko szybką, sportową jazdę ale właśnie właściwe odruchy i reakcje w takich przypadkach. Mam nadzieję, że ów poszkodowany czuje się już lepiej…!”.

W komentarzach więcej smutnych przykłądów

Pod tym wpisem na Linked.in. wywiązała się dyskusja. Część osób tłumaczyła tych, którzy nie wysiedli i nie sprawdzili nawet co się stało. Tłumaczyli, że skoro kilka osób już było widać przy poszkodowanym, to reszta mogła uznać, że dostarczono mu opieki.

Wiele osób jednak taką postawę gani. I sami dzielą się podobnymi doświadczeniami: „Miałam bardzo podobną przygodę. Na moich oczach samochód dachował jadąc z naprzeciwka. >>Zabawne<< było, że ja – kobieta, wtedy jeszcze w Citroenie C1 o świcie, zatrzymałam się, a omijali mnie mężczyźni” – napisała Aneta Świetlicka. – „Stanęłam na drodze i zaczęłam zatrzymywać samochody z mężczyznami. Kiedy już się udało zatrzymać około 15 -ty, musiałam mocno uderzyć ręką o przysłowiowy stół, aby dołączyli do mojej pomocy”.

„Brawo za reakcje, niestety też o obserwuje coś takiego. Ludzie bardziej stają się być widownią i prędzej zaczną coś nagrywać niż pomogą, myślę że wynika to z faktu że pewnie zrobi to ktoś inny – przecież jest tu tyle innych osób” – ocenił Szymon Sobczak. – „Problem w tym że jeżeli pomyśli tak każdy to pomagają dosłownie jednostki. Reagujmy i starajmy się pomóc jak najlepiej umiemy, małe szanse że zaszkodzimy a dużo większe że pomożemy. Nieopodal mojego miasteczka nie tak dawno na ulicy pod przychodnia zdrowia zmarł pacjent a wśród gapiów był lekarz i pielęgniarka, więc mnie już nic nie zdziwi, naprawdę”.

„Pierwsza pomoc na miejscu wypadku to kwestia niezwykle ważna pod kątem przeżycia przez ofiary wypadku” – napisała Barbara Schallert. I tłumaczyła, dlaczego ludzie często nie pomagają: „Niestety, jest to również dobrze znane i naukowo dobrze zbadane zjawisko, że im więcej ludzi stoi wokół, tym mniej wszyscy czują się odpowiedzialni. Tylko osobiste wezwanie do działania może pomóc. Osobiście już kilka razy musiałem udzielać pierwszej pomocy. I cieszę się, że nie boję się kontaktu i że pomogłem ludziom. Musimy w końcu zrozumieć, że najgorszym błędem jest NIE POMAGAĆ”.

300 kierowców ominęło karambol na autostradzie

To nie pierwszy raz, gdy ludzie zwracają uwagę na znieczulicę na polskich drogach. W kwietniu 2018 r. świadek karambolu na autostradzie opowiadał portalowi brd24.pl, jak nieczuli byli na to inni podróżujący tą trasą szybkiego ruchu. Wówczas na Autostradowej Obwodnicy Wrocławia zderzyło się dziesięć aut i ciężarówka z naczepą.

– Zatrzymałem się, żeby pomóc rannym – relacjonował brd24.pl Lukas Drozdowicz, na co dzień zawodowy kierowca w wyścigach samochodowych Tajlandii. – Nie od razu przecież na miejscu pojawiły się służby ratownicze. Pierwsi poszkodowani zaczęli wychodzić z samochodów, ale nie wiadomo było czy w środku nie ma ciężej rannych, którzy potrzebują pomocy. Mimo tego że po wypadku autostrada w tym kierunku była prawie zablokowana, to kierowcy zamiast się zatrzymać widząc wypadek jechali jedynym wolnym, lewym pasem. Potem oglądając nagranie policzyłem, że to miejsce ominęło ponad 300 kierowców. Wśród nich mógł być lekarz, pielęgniarka, albo ktokolwiek, kto potrafi udzielić pierwszej pomocy. Kilku z tych kierowców pewnie miało ze sobą apteczkę. Dlaczego się nie zatrzymali, przecież to powinien być odruch? Nieudzielenie pomocy w takiej sytuacji grozi nawet odpowiedzialnością karną, ale to przecież także problem natury etycznej – wskazywał [CZYTAJ O TYM WIĘCEJ]

Tu można przeczytać całość dyskusji po wypadku na Ursynowie:

luz