Ujawniamy: Jedna czwarta fotoradarów CANARD nie łapie kierowców

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Nie tylko gminne fotoradary przestały fotografować kierowców. Także ok. 100 spośród ponad 400 urządzeń CANARD w zasadzie nie pracuje, bo ustawiono w nich wysoki próg przekroczenia prędkości – nawet o ponad 40 km/h. Dlaczego?

Fotoradar na drodze. Fot. CANARD

Co czwarty żółty fotoradar w Polsce robi zdjęcia dopiero po przekroczeniu dozwolonej prędkości o ok. 40 km/h. Fot. CANARD

Po odebraniu samorządom praw do urządzeń stacjonarnych z dróg zniknęła prawie połowa urządzeń dyscyplinujących kierowców ze zbyt ciężką nogą. Jak to zaczyna być niebezpieczne pokazały niedawne pomiary prędkości w miejscach zafoliowanych fotoradarów przeprowadzone przez samorząd stolicy oraz przez Instytut Transportu Samochodowego.

Jak ustalił portal brd24.pl nie tylko gminne fotoradary przestały rejestrować wykroczenia. Z naszych informacji wynika, że ślepa na piratów jest też jedna czwarta urządzeń Centrum Nadzoru nad Ruchem Drogowym GITD. Ponieważ urządzeń nie można wyłączyć, ustawiono w nich wysoki próg tolerancji przekroczenia prędkości.

100 masztów nie pstryka

– Spośród ponad 400 urządzeń rejestrujących mierzących prędkość pojazdów ok. 100 ma aktualnie ustawiony próg wyzwolenia (rejestracji) powyżej 30 km/h ponad obowiązujący limit prędkości – potwierdza Łukasz Majchrzak, naczelnik Wydziału Analiz i Rozwoju Systemowego CANARD. I tłumaczy: – Zwiększenie liczby urządzeń w ramach realizowanego projektu nie poszło w parze bądź to ze zmianą prawa, bądź też ze zwiększeniem zasobów kadrowych. Musieliśmy zatem podjąć działania, pozwalające na zapewnienie sprawnego funkcjonowania systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym.

Z nieoficjalnych informacji brd24.pl wynika, że wyższy próg tolerancji przekroczenia prędkości w tych fotoradarach sięga nawet 40 km/h. Co czwarty maszt fotoradarowy w kraju pozwala więc jechać kierowcom bezkarnie z dużo większą niż dozwolona prędkością.

Od roku nie wyrabiali się z mandatami

Z odpowiedzi naczelnika CANARD jasno wynika, że system nadzoru w ostatnich latach rozwijano (nie tylko o fotoradary, ale też odcinkowe pomiary prędkości i rejestratory przejazdów na czerwonym świetle), nikt jednak nie zadbał o to, by zapewnić dostateczne kadry do jego obsługi.

A o problemie było przecież wiadomo od dawna. W 2015 r. fotoradary wyłapały 1,1 mln naruszeń przepisów, ale wezwano zaledwie 665 tys. właścicieli pojazdów. CANARD tłumaczył to m.in. nieczytelnością zdjęć, problemem z karaniem cudzoziemców oraz niepełnymi danymi pojazdów w CEPiK.
Ale ostatecznie kary otrzymała tylko połowa z wezwanych kierowców – wystawiono 328 tys. mandatów. Dlaczego? Wówczas służba tego nie tłumaczyła. Dziś widać, że mogło mieć to związek z brakiem kadr – pracownicy CANARD po prostu nie wyrabiają się z nakładaniem kar. I – jak widać po przeskalowaniu jednej czwartej fotoradarów – nowy rząd z tym problemem także nie umie się uporać.

luz