• Home »
  • Społeczeństwo »
  • Czarny rynek ukraińskich praw jazdy. Sprawdziliśmy, jak łatwo kupić dokument bez szkolenia i egzaminu

Czarny rynek ukraińskich praw jazdy. Sprawdziliśmy, jak łatwo kupić dokument bez szkolenia i egzaminu

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Za tysiąc euro można mieć ukraińskie prawo jazdy, które potem wymienia się na polskie. „Firmy” załatwiające w ten sposób uprawnienia reklamują się otwarcie w polskim Internecie. Zrobiliśmy dziennikarską prowokację – proponowano nam dokument za pieniądze nawet wtedy, gdy twierdziliśmy, że straciliśmy uprawnienia za punkty karne czy jazdę po pijanemu

turbobersh

„Zostałeś ukarany punktami karnym i straciłeś prawo jazdy? ” – pyta w filmik na swojej stronie firma Turbobersh i proponuje dokument z Ukrainy. Fot. screen turbobersh.com

W 15 dni można zdobyć prawo jazdy wystawione na Ukrainie. Zapłacić trzeba co najmniej tysiąc euro. W polskim internecie są „firmy”, które otwarcie proponują załatwienie dokumentów bez szkoleń i egzaminów. Sprawdziliśmy jedna z nich.

Turbobersh.com reklamuje się w Polsce animowanym filmem na YouTube. „Potrzebujesz prawo jazdy z Ukrainy? Czy po raz pierwszy wyrabiasz prawo jazdy? Chciałbyś zaoszczędzić czas, pieniądze i oczywiście nerwy? Zostałeś ukarany punktami karnym i straciłeś prawo jazdy? A może chcesz mieć drugi dokument?” – słyszymy w nim. Jasne jest, że to oferta także dla tych, którym w Polsce zabrano prawo jazdy. Nikt nie ukrywa, że nie trzeba nawet wyjeżdżać na Ukrainę (choć jak przeczytają państwo za chwilę – w telefonicznej rozmowie konsultantka doradza takie zacieranie śladów).

Firma chwali się na stronie 3 tys. zadowolonych klientów. Podkreśla, że z jej usług korzystali nawet przedstawiciele rządu. „Menedżerowie z tych firm otrzymali nasze dokumenty” – chwali się i zamieszcza logo takich firm jak DHL, Forbes, Gucci, Uber, Starbucks.

– Mój znajomy ma kłopot przez takie prawo jazdy – opowiada brd24.pl jeden z instruktorów nauki jazdy z Warszawy. – Pojechał sobie do Lwowa i wrócił z prawem jazdy kategorii C, które w kraju chciał nostryfikować. Wydział komunikacji poprosił policję o sprawdzenie tego dokumentu, a mundurowi zaczęli od kontaktu ze Strażą Graniczną. No i okazało się, że ten człowiek opuścił strefę Schengen w czwartek, a wrócił w piątek i po weekendzie poszedł starać się o zamianę dokumentu na polski. Tymczasem wiadomo, jakie są wymagania nawet na Ukrainie – że taki kurs musi potrwać itd. Teraz sprawą zajmuje się prokuratura.

Jak to się robi?

Postanowiliśmy sprawdzić sami, jak firma pomaga zdobyć dokument tym, którym w Polsce został odebrany. Nie możemy się dodzwonić. Dopiero po prośbie wysłanej e-mailem, oddzwania do nas przedstawicielka Turbobersh.com. Jest profesjonalnie przygotowana, jak w center call dużej korporacji. Świetnie mówi po polsku, choć wyraźnie słychać wschodni akcent.

Tłumaczę, że straciłam prawo jazdy po przekroczeniu punktów karnych. I że wolę iść na skróty, załatwić nowe prawo jazdy na Ukrainie.

– Mamy dwa pakiety jeśli chodzi o kategorię B – informuje konsultantka. – Pierwszy jest za tysiąc euro. Dokument jest z 2014 r. z Krymu. Czas oczekiwania to dwa tygodnie. On jest 100 proc. legalny. Drugi pakiet jest droższy –  za 3 tys. euro z 2018 r. plus potwierdzenie ukończenia szkoły jazdy. Czas oczekiwania to jest miesiąc – tłumaczy.

– Czy trzeba jechać na Ukrainę, zdawać egzaminy? – dopytujemy.

– Jeżeli chodzi o 2018 rok to lepiej pani przyjechać, czasami mogą  sprawdzić, więc lepiej zrobić chociaż przejazd przez Ukrainę. Jeżeli chodzi o ten pierwszy pakiet tańszy, to tam nie ma już sensu jechać, bo tam to jest 2014 rok . Chyba, że pani była wcześniej na Ukrainie? – dopytuje. Zaprzeczam. –  To nic, jest możliwość wymiany tego z 2014 r. w Belgii. Belgia wymienia bez problemu, bo nasi klienci już wcześniej wymienili – instruuje konsultantka.

Zaznacza, że na polski dokument można wymienić prawo jazdy z pakietu za 3 tys. euro, ale podpowiada, że wymiana nie ma większego sensu, bo z czasem znów będą się nam gromadzić punkty. Ma też wątpliwości, czy przy wymianie polskie służby nie dopatrzą się, że wcześniej straciliśmy prawo jazdy za punkty. – Nie wiem czy nie będą chcieli, żeby pani znowu zdała jakiś egzamin? Wie pani o co chodzi? Ci którzy mieli zabrane… no nie każdy chce tę wymianę robić. Bez problemu można jeździć na ukraińskim, to jest międzynarodowy dokument, więc sobie pani może jeździć, ale mówię lepiej raz chociaż czy parę razy się przejechać na Ukrainę, że widocznie pani tam była i egzaminy zdawała i do szkoły chodziła… – radzi.

Kiedy dopytuję o znajomego, któremu odebrano prawo jazdy za jazdę po alkoholu, przedstawicielka zaczyna kluczyć, ale ostatecznie i tak namawia na zakup ukraińskiego dokumentu. – Ogólnie on nie może się poruszać na polskim dokumencie, bo on ma zakaz tylko na polskim dokumencie jeździć, a jeżeli by sobie pojechał gdzieś na Ukrainę i sobie załatwił (nowy dokument – przyp. red) to co to ich obchodzi? – konkluduje.

Posłuchaj całej rozmowy z firmą Turbobersh.com

Pytamy jeszcze o sposób załatwienia formalności. Na stronie internetowej podany jest adres biur na ul. Postępu 17 w Warszawie. – Mieliśmy biuro, jeszcze tego nie zmieniliśmy. Teraz jesteśmy w Kijowie i działamy wyłącznie on-line. Wszystkie dokumenty pani nam dostarcza mailowo – mówi i dodaje, że najpierw pobierają zaliczkę w wysokości 20 proc. jako zabezpieczenie przed rezygnacją z transakcji. Reszta płatna przy odbiorze dokumentu. – Kurierem pani przyślemy czy sama pani przyjedzie jeśli pani chce droższy pakiet.

Po rozmowie dostaję jeszcze e-mail ze szczegółowym wyliczeniem cen pakietów. I prośbę o wpłatę zaliczki. Pieniądze mam przelać na ukraińskie nazwisko osoby, która ma konto w Getin Banku:

Taras Byelskyy
51 1560 0013 2003 8670 2000 0001
Getin Bank

Policji to nie interesuje

Dla nas jasnym jest, że taki sposób zdobywania czy też „odzyskiwania” uprawnień nie może być zgodny z prawem. Pytamy o to Komendę Główną Policji, ale… policjanci oferty Turbobersh komentować nie chcą. Usłyszeliśmy, że to hipotetyczna sytuacja i jak ktoś obiecuje coś przez telefon, to nie znaczy, że taką obietnicę zrealizuje.

Przedstawiciele KGP ostrzegają za to tych, którym zatrzymali prawo jazdy lub cofnięto im uprawnienia – tłumaczą, że nie ma znaczenia czy wróci na drogę z ukraińskim dokumentem, bo w przypadku policyjnej kontroli policja zobaczy wszystkie jego grzechy w systemie.

Maciej Wroński prezes organizacji pracodawców „Transport i Logistyka Polska” podkreśla, że obiecywanie kierowcy, iż mimo orzeczonego zakazu prowadzenia pojazdów będzie mógł zgodnie z prawem poruszać się na dokumencie ukraińskim, to po prostu oszustwo. – W takiej sytuacji kierowca może mieć nawet 10 dokumentów z różnych krajów, a i tak nie uprawniają go one do jazdy na terenie Polski. Każdy radiowóz ma dostęp do bazy CEPiK, a w niej figurują dane na temat orzeczeń o zakazie prowadzenia pojazdów, o punktach karnych – mówi Wroński. I dodaje, że nikt raczej nie wymieni nabytego na Ukrainie prawa jazdy na polskie jeśli mamy zakaz prowadzenia pojazdów. – Taka informacja idzie przecież do starostów i do ewidencji. Nikt takiej osobie dokumentu nie wymieni.

Turystyczny przemysł uprawnień do kierowania

Maciej Wroński zwraca jednak uwagę na problem turystyki z prawem jazdy. Takie sytuacje się zdarzają. – Na taki krok decydują się osoby, które nie mogą zdać egzaminu u nas – mówi. – Słyszałem nawet o wyjazdach aż do Kirgistanu, choć rzeczywiście najpopularniejsza jest Ukraina. Panuje opinia, że tamtejsze szkolenia i egzaminy są iluzoryczne, choć ostatnio docierały do mnie sygnały, że ukraińskie władze podjęły stosowne działania i coś zaczyna się poprawiać – mówi prezes organizacji pracodawców „Transport i Logistyka Polska”. Dodaje, że polskie firmy transportowe zetknęły się z problemem braku kwalifikacji kierowców z Ukrainy. – Rozsądne firmy przed powierzeniem auta kierowcy najpierw sprawdzają ich umiejętności, choć słyszałem o przypadku kiedy kierowca wjechał w bramę, bo okazało się, że nie potrafił wykręcić ciągnikiem siodłowym z naczepą. Po prostu nigdy nim nie jeździła, a prawo jazdy miał.

Pod koniec lutego problem budzących wątpliwości praw jazdy na sejmowej Komisji Infrastruktury podnosił Przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego Piotr Litwiński. – W transporcie międzynarodowym jeździ 208 tys. aut, a wydano 100 tys. świadectw kierowcy dla obcokrajowców – Białorusinów, Mołdawian, Ukraińców. To świadczy o tym, że połowę kierowców stanowią obcokrajowcy. Jak sprawdzić takiego człowieka, który przyjechał z Ukrainy i chce jeździć? Głośno mówi się o tym, że na Ukrainie prawo jazdy kupuje się na bazarach – mówił Litwiński i apelował o systemowe rozwiązania.– Jest to ogromna patologia, z którą trzeba walczyć systemowo. Trzeba uzgodnić, kto ma przeszkolić tego kierowcę. Jeśli ktoś pokazuje prawo jazdy, trudno podejrzewać każdego, że kupił je na bazarze – wyjaśniał podkreślając, że z powodu braku kierowców przedsiębiorcy  przyjmują każdego, kto okaże stosowne dokumenty.

Na razie, jak widać, sprawą kupowania prawa jazdy na Ukrainie systemowo w Polsce nikt walczyć nie chce.

AN