Connect with us

Społeczeństwo

Komu grozi konfiskata samochodu? I jak się przed nią ustrzec

Opublikowano

-

W miesiąc blisko pół tysiąca kierowców w Polsce patrzyło, jak po kontroli policyjnej ich auto odjeżdża na lawecie. Wielu z nich nigdy już tych pojazdów nie zobaczy – po sądowych wyrokach zostaną zlicytowane. Jak wiele trzeba mieć w organizmie, by doigrać się przepadku mienia? I czy nie warto najpierw dmuchnąć w swój domowy alkomat zanim policjant podstawi własny?

Jeszcze niedawno, gdy po dmuchnięciu w policyjny alkomat ten wskazywał ponad 0,2 promila (próg wykroczenia) lub co gorsza 0,5 promila (próg przestępstwa), zaczynały się prawne kłopoty. Niemałe. Bo przed w przypadku stanu nietrzeźwości stawało się przed obliczem sądu, który wymierzał grzywnę, okres zakazu prowadzenia pojazdu. Jednak zanim kierowca dostawał się w tryby aparatu sprawiedliwości, wystarczyło, że po dmuchnięciu w alkomat zamienił się miejscami z pasażerem, albo wezwał kogoś, kto odprowadzał jego samochód do garażu.

To się skończyło. Dziś duże wskazanie alkomatu kończy się dużo poważniej. Już pierwszego dnia obowiązywania nowych przepisów – 14 marca – na własnej skórze sprawdził to kierowca w Krotoszynie. Został zatrzymany do kontroli, bo nie umiał utrzymać prostego toru jazdy. Wydmuchał ponad 3 promile, więc na pożegnanie mógł cmoknąć warte ponad 30 tys. zł volvo w maskę i popatrzeć, jak odjeżdża na lawecie na strzeżony, policyjny parking. Popatrzeć po raz ostatni – bo auto trafi na publiczną licytację po tym, jak orzeknie ją sąd.

Od marca bowiem w życie weszły przepisy dotyczące konfiskaty samochodów pijanym kierowcom. To nie dodatkowa kara, tylko narzędzie zabezpieczające ludzi przed powrotem na drogi tych, którzy mimo wysokich kar lub nawet sądowych zakazów decydowali się po raz kolejny i kolejny wyjechać na trasę.

Kogo spotyka dziś konfiskata? Żeby na to odpowiedzieć, trzeba przejrzeć wiele prawnych zapisów, odnieść do obecnej ustawy i wyłapać wyjątki. Wyliczmy najważniejsze:

  • Po pierwsze, kto będzie jechał samochodem w stanie nietrzeźwości straci samochód, jeśli wydmucha w alkomat co najmniej 1,5 promila.
  • Po drugie, kto miał powyżej jednego promila w organizmie i sprowadził katastrofę w ruchu lądowym (w skrócie: wypadek z wieloma ofiarami), albo tylko zagroził doprowadzeniem do takiej katastrofy, albo spowodował wypadek drogowy, straci samochód.
  • Po trzecie, jeśli ktoś zrobi to, co wyżej – katastrofa komunikacyjna, wypadek – a wydmucha 0,5 – 1 promila w alkomat, to wcale nie jest przesądzone, że auta nie straci. Choć tu sędzia sam zdecyduje, czy je zabrać czy nie.
  • Po czwarte, jeśli ktoś był wcześniej skazany za prowadzenie pojazdu po pijanemu, albo za popełnienie w stanie nietrzeźwości następujących przestępstw: sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, zagrożenie katastrofą w ruchu lądowym, spowodowanie wypadku drogowego (wyszczególniono, że dotyczy to także żołnierza, który spowoduje wypadek, w którym ktoś zostanie ciężko ranny lub umrze) oraz miał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów i jechał pijany – to sąd będzie musiał zabrać mu samochód, gdy wydmucha co najmniej 1,5 promila w alkomat.

Czasem nie zabiorą auta, ale zapłacisz tyle, ile ono warte

W nowych przepisach zawarto kilka wyjątków. Najważniejszy: sąd nie może orzec przepadku pojazdu, gdy kierowca nie jest jego jedynym właścicielem. Żona jest współwłaścicielem? Nie ma przepadku. Auto pożyczone od kolegi? Nie ma przepadku. Samochód w leasingu? Nie ma przepadku. Samochód z wypożyczalni – również nikt go nie odbierze i nie sprzeda.

Uwaga – to nie oznacza, że kary nie ma! Bo jeśli samochód nie był wyłączną własnością pijanego kierowcy, to sąd orzeknie przepadek równowartości pojazdu wyrażony w gotówce. A wartość tę przyjmie z polisy ubezpieczeniowej auta na rok, w którym popełniono przestępstwo (w przypadku braku polisy, pod uwagę weźmie średnią wartość rynkową pojazdu – dokładnie tak, jak ocenia to urząd skarbowy wyliczający podatek przy zakupie auta). Warto o tym pamiętać, bo ten, kto np. pojedzie pijany samochodem z wypożyczalni wartym 500 tys. zł, właśnie tyle w gotówce będzie musiał po wyroku wpłacić do urzędu skarbowego.

Oczywiście, całkowicie rozbitego samochodu w wypadku nikt nie będzie zabierał. Tu przepisy zakładają, że kierowca sam „zabezpieczył społeczeństwo” przed tym, że już takim samochodem nie pojedzie.

A gdy ktoś będzie próbował zniszczyć auto lub z innych powodów państwo nie będzie mogło go zabrać, sędzia orzeknie również konfiskatę pieniężną w wysokości wartości pojazdu.

Jest jeszcze inny wyjątek. Dotyczy prowadzenia samochodu powierzonego przez pracodawcę. Jeśli pijany kierowca „wykonywał czynności służbowe polegające na prowadzeniu pojazdu” i pojazd ten nie był jego, to taki kierowca będzie musiał tylko zapłacić nawiązkę na Fundusz Sprawiedliwości w kwocie co najmniej 5 tys. zł (limit wynosi 100 tys. zł). Głównie dotyczyć będzie to zawodowych kierowców w transporcie ciężkim.

Drugi wyjątek dotyczy wszystkich prowadzących pojazd i mających co najmniej 1,5 promila. Bo nowe prawo nakazuje tu obligatoryjnie pojazd zabierać, ale daje jednocześnie sędziemu możliwość podjęcia innej decyzji, gdy zachodzi wypadek wyjątkowy: „Sąd może odstąpić od orzeczenia przepadku, jeżeli zachodzi wyjątkowy wypadek, uzasadniony szczególnymi okolicznościami”.

Tak samo przy wyjątkowych okolicznościach sędzia może nie odebrać samochodu w przypadku złapania za kółkiem z co najmniej 1,5 promila i bycia wcześniej skazanym za katastrofę w ruchu lądowym, zagrożenia katastrofą, spowodowania wypadku oraz posiadanie zakazu prowadzenia pojazdów.

Ważna uwaga – przepadek pojazdu dotyczy tylko pojazdów mechanicznych. Zatem pijany rowerzysta roweru nie straci, choć te potrafią dziś kosztować od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych.

I bardzo ważna uwaga – konfiskata dotyczyć będzie także dotyczyć kierowców prowadzących pod wpływem substancji odurzających. Tylko nikt nie jest w stanie określić, ile trzeba mieć w sobie tych substancji, więc za każdym razem będzie o tym decydował biegły powołany przez sąd.

Co będzie się działo z samochodami, które będą odbierane? Najpierw na siedem dni zabezpieczy je policja, potem będzie się musiał nimi zająć prokurator oraz urząd skarbowy. Ten ostatni wystawi jej na licytację – gdy już zapadnie wyrok sądu. Pieniądze ze sprzedaży tych samochodów trafią do budżetu państwa.

Zmiana prawa? Będzie, ale nie tak szybko

Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło już – do konsultacji publicznych projekt nowelizacji Kodeksu karnego w zakresie konfiskaty. Co się ma zmienić? Przede wszystkim: konfiskata nie zniknie! Po prostu nie będzie automatyczna. We wszystkich przypadkach o ewentualnej konfiskacie decydował będzie zawsze sędzia.

Druga poważna zmiana dotyczy sytuacji z kierowcami, którzy nie po raz pierwszy przyłapani będą na prowadzeniu w stanie nietrzeźwości. W myśl obecnie obowiązujących przepisów wystarczy, że wydmuchają 0,5 promila, by podlegać konfiskacie. Po zmianach ten próg wyniesie, tak jak w przypadku tych po raz pierwszy przyłapanych – 1,5 promila.

Projekt zmian na razie nie trafił do Sejmu i nie wiadomo, jak szybko posłowie mogą rozpocząć nad nim prace. Nie jest też pewnym, czy wszystkie ugrupowania poprą zmiany w prawie dające całą władzę nad konfiskatą sędziom. No i na koniec – nie jest pewnym, czy prezydent taką ustawę podpisze, czy zawetuje. Wszystko wskazuje więc na to, że obecne przepisy działać będą jeszcze niezmiennie przez wiele miesięcy i wiele wyroków w sądach zapadnie. Zatem wiele samochodów zostanie już sprzedanych na aukcjach, które organizować będą urzędy skarbowe.

Zanim policjant poda ustnik

Ze spożywaniem alkoholu jest pewien problem – jak się wypije, to zdolność oceny własnego stanu trzeźwości zostaje obniżona. Najlepszy sposób? Nie pić. A co wówczas, gdy spędziło się wieczór na imprezie, a rano trzeba ruszyć w dalszą drogę?

Po pierwsze, najlepiej poszukać tego, kto nie pił i może być kierowcą. Jeśli to niemożliwe, warto przebadać swój organizm i upewnić się, że w organizmie nie ma już takiego poziomu alkoholu, który powoduje problemy z prowadzeniem pojazdów i jest efektem późniejszych problemów prawnych. Zdecydowanie złym pomysłem jest opieranie się na internetowych kalkulatorach trzeźwości – nawet ten sam człowiek w różnych sytuacjach różnie będzie reagował na alkohol (np. biorąc pod uwagę zmęczenie czy niewyspanie).

Zamiast tego, zaleca się korzystanie z alkomatów, które są bardziej wiarygodnym narzędziem do określenia rzeczywistego poziomu alkoholu we krwi. Alkomat to urządzenie, które mierzy zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu, co jest bezpośrednio powiązane z jego stężeniem we krwi. Działa to poprzez detekcję alkoholu w powietrzu wydychanym przez płuca i przeliczenie go na odpowiednią wartość promili alkoholu we krwi. Urządzenia te wykorzystują technologię elektrochemiczną. Wewnętrzny sensor reaguje na alkohol obecny w powietrzu. Kiedy powietrze z alkoholem przechodzi przez sensor, powoduje to zmianę elektryczną, która jest następnie przeliczana na odczyt.

Każdy kierowca może w razie wątpliwości przejść się (nie pojechać!) na komisariat policji i poprosić funkcjonariuszy o zbadanie, czy może prowadzić pojazd.

Można też użyć alkomatu osobistego. Te są już dziś precyzyjnymi urządzeniami – pod warunkiem oczywiście, że są odpowiednio kalibrowane i użytkowane zgodnie z instrukcjami producenta. Dają one kierowcom możliwość szybkiego sprawdzenia swojego stanu trzeźwości w dowolnym miejscu i czasie, co może zapobiec niebezpiecznym sytuacjom na drodze.

Tekst edukacyjny w partnerstwie z firmą Promiler