Connect with us

Społeczeństwo

Szykuje się zmiana w fotoradarach. Kara będzie administracyjna i dla właściciela pojazdu

Opublikowano

-

Wszystko wskazuje na to, że nastąpi poważna zmiana prawa dotyczącego fotoradarów – kary płacić będą właściciele pojazdów. CANARD będzie wreszcie wystawiał je automatycznie, bez postępowań ustalających sprawców

W debacie zorganizowanej przez GITD uczestniczyli wczoraj m.in. minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, wiceszef MSWiA Maciej Wąsik i wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. Fot. GITD

Minister infrastruktury prawdopodobnie naprawi grzech pierworodny polskiego systemu fotoradarów, które obsługuje Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. To można wnioskować po wypowiedziach podczas wczorajszej debaty eksperckiej na temat bezpieczeństwa ruchu drogowego zorganizowanej przez GITD w Warszawie.

Zapaść systemu, fotoradary oślepłe

Chodzi o problem prawny, o którym zarówno władze CANARD jak i eksperci mówili od lat – za rządów PO-PSL stworzono system automatycznego nadzoru nad kierowcami, ale nikt nie dopasował do tego prawa. Efekt jest taki, że kary są mandatami i służba, która miała działać automatycznie i szybko, trudzi się z ustalaniem konkretnych sprawców (czyli kierujących pojazdami). M.in. to powoduje, że system fotoradarowy w Polsce znalazł się w zapaści. NIK wskazała niedawno, że bardzo wiele mandatów się przedawnia. Budżet państwa stracił już 3 mld zł niezapłaconych kar i nie ma efektu prewencyjnego wobec jeżdżących za szybko [czytaj o tym].

W dodatku – jak ujawniliśmy w brd24.pl – dodatkowa luka prawna powoduje, że wystarczy nie odpowiedzieć w ogóle na wezwanie z CANARD, by nie otrzymać mandatu za wykroczenie.

W połowie grudnia pisaliśmy, że Ministerstwo Infrastruktury pracuje analizuje już, jak zmienić prawo, by tę sytuację rozwiązać. – Aaliza ma na celu wypracowanie rozwiązań zwiększających skuteczność w zakresie egzekucji naruszeń, a także wdrożenie działań (także legislacyjnych) usprawniających funkcjonowanie Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym GITD, w tym ewentualne uzupełnienie jej zasobów kadrowych – mówił nam Szymon Huptyś, rzecznik resortu infrastruktury.

To było bardzo ważnie nie tylko dlatego, że system trzeba wydobyć z zapaści. Ale również dlatego, że niebawem CANARD kupi kolejne urządzenia na polskie drogi. Trudno byłoby tłumaczyć, że wydaje się miliony złotych na coś, co w praktyce prawie nie działa. W dodatku dziura w automatycznym nadzorze jest coraz bardziej bolesna w kontekście rosnącej liczby ofiar śmiertelnych wypadków w Polsce. Zapaść w poprawie BRD jest już udokumentowana. W 2019 r. po raz kolejny rok okazał się pod tym względem gorszy – więcej Polaków straciło życie w wypadkach. Sam premier rządu zapowiedział, że trzeba coś z tym zrobić. Zatem tym bardziej konieczna stała się naprawa CANARD.

Po wczorajszej konferencji w GITD mniej stało się już jasne, do czego będzie dążyć resort.

Kara dla właściciela pojazdu i to w trybie administracyjnym

Na konferencji w siedzibie GITD główny inspektor transportu drogowego Alvin Gajadhur tłumaczył wczoraj, jak od strony służby wygląda egzekucja mandatu z urządzeń rejestrujących. To droga przez mękę. Kierowcy często kluczą, wskazują inne osoby jako rzekomych sprawców, więc procedura w przypadku jednego mandatu rozciąga się nawet na kilka miesięcy.

Szef GITD poprosił publicznie obecnego na konferencji ministra Andrzeja Adamczyka o zmianę w prawie, która uczyniła by system prawdziwie automatycznym, takim, jaki miał z założenia być – czyli o karanie za wykroczenia zarejestrowane przez urządzenia automatyczne właścicieli pojazdów (a nie kierowców) i karanie ich w trybie administracyjnym.

Tak funkcjonuje to w innych krajach UE. Np. w Niemczech kara z fotoradaru nakładana jest na właściciela pojazdu – dostaje on zawiadomienie o zarejestrowanym wykroczeniu. Może wskazać sprawcę, ale nie musi. Jeśli nie zrobi tego w wyznaczonym terminie, sam płaci karę (a z tym, kto jeździł jego samochodem, jeśli to nie było on, musi rozliczyć się za to już sam).

Taka zmiana była już zresztą proponowana w Polsce w 2013 r. Ówczesne Ministerstwo Transportu przygotowało założenia nowelizacji. Zakładano, że w trybie administracyjnym CANARD będzie wysyłał tylko dwie przesyłki (dziś możliwe byłoby to nawet z pomocą ePUAP bez drukowania listów): zawiadomienie o fakcie naruszenia przepisów i decyzję administracyjną o ukaraniu. Po pierwszej przesyłce właściciel pojazdu miał mieć 21 dni na wskazanie sprawcy lub przyznanie się do winy i opłacenie kary (dostawałby wówczas punkty karne, ale też 20-procentowy rabat w wysokości kary). Druga przesyłka nadchodzić miała po 21 dniach, gdy właściciel pojazdu nie podjął żadnych czynności. Wówczas musiałby już bezwzględnie zapłacić wyższą karę (choć bez punktów karnych).
Rząd PO-PSL nie miał jednak na tyle sił, by taki projekt przeprowadzić.

Polityczna zgoda na zmianę

Po tym, jak po raz pierwszy o sprawach BRD powiedział szef rządu w expose wydaje się, że rząd Zjednoczonej Prawicy jest dużo bardziej zdeterminowany do wprowadzenia zmian – w tym tej dotyczącej procedury karania za wykroczenia zarejestrowane przez CANARD.
Na wczorajszej konferencji w GITD pomysł takiej zmiany nie tylko popierali zaproszeni tam eksperci. Zgadzali się też z tym obecni parlamentarzyści – i to nie tylko ci z prawicy. Poseł Wiesław Szczepański (Lewica) także chwalił taką zmianę i zapowiadał poparcie dla niej.

Na razie pozostaje jedna niewiadoma – kiedy Ministerstwo Infrastruktury będzie miało gotowy projekt nowelizacji. Wydaje się, że takich zapisów nie zdążyło umieścić w projekcie, który już trafił do KPRM – ten zakłada m.in. zmianę w zakresie ochrony prawnej pieszych, którzy mieli by być chronieni jeszcze przed wejściem na przejście dla pieszych.

Łukasz Zboralski